Zaczęliśmy adwent. 

Kolejny już raz w moim życiu przeżywam adwent. Czas czekania na przyjście Pana (rym niezamierzony). To czekanie jak zawsze ma kilka wymiarów.

Na początku Adwentu czekamy na Pana, który ma przyjść powtórnie, na końcu czasów. Czy dane mi będzie zobaczyć to przyjście za życia, nie mam pojęcia. Ale Kościół budzi nas w tym czasie, żebyśmy byli na niego gotowi, żebyśmy nie przespali.

W drugiej części adwentu, czekamy już na Boże Narodzenie. Na to przyjście, które było. Czekamy na coś, co już było. Zawsze wydawało mi się to jakimś pomieszaniem. 2000 lat po narodzinach Jezusa, próbujemy na chwilę postawić się w roli wszystkich czekających na Mesjasza. Świat pogrążony w ciemności, czeka aż zabłyśnie Światło. Wspominamy i przeżywamy na nowo.

3 lata temu grudzień był dla mnie szczególnym miesiącem. Był ostatnim miesiącem ciąży. Nosiłam wtedy pod sercem moją drugą córkę, a adwent był i dla mnie czasem czekania na narodzenie. Pamiętam, że wtedy w sposób szczególny starałam się moje serce przytulić do Maryi. Tak jak ona byłam na ostatniej prostej, z wielkim brzuchem, który ledwo mieścił się pod płaszczem. Od tamtego czasu Adwent to dla mnie taka ciąża w pigułce: 9 miesięcy w 4 tygodnie. Od Zwiastowania do Narodzenia.

Pamiętacie początek tej ciąży?

Młoda dziewczyna, która bez reszty zaufała Bogu, pozwala mu działać w swoim życiu. Przychodzi do niej Anioł i mówi, że urodzi Bożego syna. A ona się zgadza, choć jest zaręczona. Zgadza się urodzić dziecko, którego ojcem nie jest jej narzeczony. Za chwile będzie mężatką i mąż dowie się o tym. I od niego będzie zależało życie jej i dziecka, które nosi. A Maryja zamiast wziąć Józefa posadzić i zrobić wykład o tym, że przyszedł do niej Anioł, że Duch święty, że…. Przecież wie, że jeśli Józef jej nie uwierzy, to zginie ukamienowana za cudzołóstwo. Ale ona zamiast się tłumaczyć, zamiast jemu tłumaczyć, po prostu ufa Bogu. Skoro to Jego syn, to Bóg nie pozwoli by stało się coś złego.

Kiedy Józef dowiaduje się o ciąży, w pierwszej chwili pewnie jest załamany. 'Moja narzeczona jest w ciąży, i to nie ze mną.' Pewnie pomyślał, że go zdradziła. Ale ją kocha i nie chce jej krzywdy, więc snuje plan, żeby potajemnie ją oddalić. Brzuch staje się widoczny. Maryja wie, że to nie jest dziecko Józefa, ale nie zachowuje się jak kobieta, która zdradziła (zgrzeszyła): nie ma wyrzutów sumienia, nie jest zakłopotana, smutna, nie unika go, nie próbuje się wytłumaczyć. Jest piękna, promienna, zachwycona, szczęśliwa, pełna łaski. Józef czuje, że coś jest nie tak, że ten brzuch, i zdrada, i to wszystko jakoś nie pasuje. Wtedy przychodzi do niego we śnie anioł i co nieco wyjaśnia. Co dzieje się przez te 9 miesięcy za bardzo nie wiemy poza wizytą Maryi u Elżbiety.

Chwilę później Pismo św. przeskakuje już do opowieści o narodzeniu.

Maryja w ostatniej chwili przed narodzinami wybiera się z mężem w długą, męczącą podróż. Pozwala mu zatroszczyć się o siebie i dziecko, które nosi. Bez wypominania, bez rządzenia się, wywyższania. Przecież wie, że nosi w sobie Syna Bożego. Mogła oczekiwać od Józefa czegoś więcej niż szopy i żłobu dla syna. Mogła, ale tego nie zrobiła. Zaufała mu i poszła za nim.

Józef kocha żonę niesamowicie. Wie, że dziecko, które nosi nie jest jego, ale troszczył się o nich tak jak umie najlepiej. Nie robi jej wyrzutów. Syn Boży? Serio? Jasne, że nie mieściło się to w Jego głowie. Czy nie chciał dla niej i jej syna lepszego życia? Pewnie tak. Ostatecznie oboje godzą się, by w ich życiu wypełniło się słowo Pisma zapowiedziane przez proroków.  Pozostają wierni sobie, Bogu i decyzji, którą podjęli, i która będą podejmować każdego dnia: by iść za Bogiem, i z Bogiem przez życie.

A mój adwent?

Moja córka urodziła się 31.12, tydzień po Świętach. Od tamtego czasu, każdy adwent to czas trwania przy Maryi. Próbuję od niej uczyć się czekania i z nią przygotowywać na 'ten dzień'. To czas większego zaufania, szerszego patrzenia i szkoła wiary. To również czas odnawiania naszej relacji małżeńskiej na wzór Świętej Rodziny. Więcej otwartości, zaufania, powierzania się sobie i wiernej miłości.

A jak wygląda Twój adwent?

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.